środa, 1 lutego 2017

17. Katarzyna Berenika Miszczuk "Szeptucha"

Witam wszystkich serdecznie

Zastanawialiście się kiedyś jakby wyglądała Polska gdyby ponad 1050 lat temu Mieszko I nie przyjął chrztu? Właśnie w takim świecie dzieje się akcja "Szeptuchy" Katarzyny Bereniki Miszczuk.

Główną bohaterką książki jest Gosława Brzózka (czy jak kto woli Gosia). Gosia skończyła medycynę w Warszawie i musi odbyć praktyki u Szeptuchy. Za namową mamy i swojej najlepszej przyjaciółki Sławy wybiera się do Bielin niewielkiej wsi w okolicy Kielc. Tam zaczyna staż u Jarogniewy (albo jak kto woli Baby Jagi).

Głównej bohaterki powieści nie sposób nie lubić. Może i chwilami wydaje się odrobinę naiwna, ma swoje dziwne fobie i lęki (obawia się bakterii, zarazków, ukąszeń kleszczy), ale jest za to bardzo sympatyczna a jej zabawne zwroty i przemyślenia sprawiają, że w czasie lektury często na naszej twarzy pojawia się uśmiech. Poza tym Gośka nie wierzy w słowiańskie bóstwa. Odbywa staż u szeptuchy tylko dlatego, że jest obowiązkowy, tym bardziej trudno jest uwierzyć jej w to, czego jest świadkiem w podkieleckiej wsi Bieliny.

W książce aż roi się od utopców, wąpierzy i równie ciekawych postaci. Poznajemy sekrety starej szeptuchy, Weźmiemy udział w starożytnych obrzędach ku czci dawnych bóstw, Jarych Godach, Rusałczym Tygodniu i przemierzymy Puszczę Świętokrzyską, poznając jej najciemniejsze zakamarki i mroczne sekrety. Będzie niepokojąco, chwilami strasznie ale i... śmiesznie, bo z Gosią Brzózką nie sposób brać świata do końca na serio.

Książka jest napisana bardzo fajnym lekkim piórem. Autorka doskonale wykorzystała potencjał, jaki daje nasza rodzima mitologia, tak rzadko wykorzystywana w polskiej literaturze. A szkoda, bo ogrom mitów, bóstw, najróżniejszego rodzaju demonów i istot nadnaturalnych daje ogromne możliwości.
Polecam Wszystkim osobom zainteresowanym Mitologią Słowiańską i nie tylko.

Do przeczytania następnym razem/

poniedziałek, 2 stycznia 2017

16. "Wymyśliłam Cię. Irena Jarocka we wspomnieniach" Mariola Pryzwan

Witam wszystkich serdecznie w Nowym 2017 roku. Wszystkim czytającym życzę dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności.
Ale Ja nie o tym...
Tylko o książce, którą znalazłem w tamtym roku pod choinką. Czyli książce Marioli Pryzwan "Wymyśliłam Cię. Irena Jarocka we wspomnieniach". Jest to zbiór wypowiedzi prawie 100 osób związanych z Panią Ireną (rodziną, sąsiadami, znajomymi z branży muzycznej). Te wypowiedzi są zazwyczaj bardzo ciekawe (niekiedy wzruszające).
Pani Irena urodziła się 18 sierpnia 1946 w Srebrnej Górze. Zmarła 21 stycznia 2012 w Warszawie. Była polska piosenkarką i aktorką.
Uczestniczyła w konkursach dla piosenkarzy amatorów, współpracowała z Zespołem Estradowym Marynarki Wojennej Flotylla. Debiutowała w wieku 20 lat w klubie „Rudy Kot” w Gdańsku, w tym też roku pierwszy raz wystąpiła na KFPP w Opolu. Wielokrotnie występowała także na MFP w Sopocie. Występowała na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze.
W latach 1969‒1973 przebywała na stypendium w Paryżu. Doskonaliła tam swoje umiejętności wokalne i sceniczne m.in. w Petit Conservatoire de la Chanson przy paryskiej Olympii. Nagrywała tam płyty dla wytwórni Philips i koncertowała u boku takich gwiazd jak: Charles Aznavour, Mireille Mathieu, Michel Sardou czy Enrico Macias.
Po wydaniu w kraju pięciu albumów studyjnych, jednego świątecznego i jednego koncertowego, postanowiła w 1990 dołączyć z córką do męża Michała Sobolewskiego, pracownika Polskiej Akademii Nauk, który od 1989 roku pracował w Stanach Zjednoczonych[2]. W tym okresie nagrała jednak kolejne trzy płyty: z francuskimi szlagierami w 1992, z premierowymi piosenkami w 2001 oraz świąteczną w 2004. W roku 2003 była gwiazdą festiwalu w Syracuse[4]. W roku 2007 powróciła do Polski. W listopadzie tego samego roku opublikowała autobiografię (wywiad-rzekę), zatytułowaną Motylem jestem, czyli piosenka o mnie samej.
W 2008 nagrała ostatnią płytę z premierowymi piosenkami, Małe rzeczy, z tytułowym przebojem na czele. W 2010 wspólnie z Michaelem Boltonem nagrała swój ostatni przebój „Break Free”. W tym samym roku nagrała jeszcze nowy świąteczny album.
Do najważniejszych piosenek Pani Ireny należą "Wymyśliłam Cię", "Gondolierzy znad Wisł, "Kocha się raz", "Beatlemania story". 
Książka jest bardzo ciekawa lektura. Nie tylko dla osób zainteresowanych Polską muzyką.

poniedziałek, 7 listopada 2016

15 "Siła niższa" Marta Kisiel

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Znowu trochę mnie tu nie było. Ale wróciłem i mam nadzieję, że na dłużej. Dziś mam dla Was książkę, którą musiałem przeczytać zaraz jak tylko wyjdzie. Czyli kontynuację kultowego dla mnie (i nie tylko) "Dożywocia" Marty Kisiel. W Piątek po południu "Siła niższa" była już w moich ramionach.
Historia zaczyna się jakiś czas po przeprowadzce Konrada, Licha i reszty wesołej ferajny do domu Grzegorza Marcina "Turu" Brząszczyka w mieście. Z początku układa im się jako tako (czyli po Japońsku). Do czasu gdy podczas cotygodniowej wieczornej wyprawy do Tesco w celu odstresowania się Konrad zauważa, że nie On jeden jest właścicielem swojego własnego Anioła Stróża. Tym człowiekiem jest Paweł Zawadzki i jego Anioł Stróż Tsadkiel. Konrad z początku nie może uwierzyć w to co zobaczył. Był przecież pewien, że On jako jedyny posiada swoje własne osobiste Licho. Jakby tego było mało Paweł podstępnie wprowadza Tsadkiela do domu Tura i reszty ekipy "na góra dwa miesiące". A trzeba wam wiedzieć, że Tsadkiel różni się od Licha. I to nie tylko zewnętrznie. Tsadkiel jest Aniołem, który się wtrąca we wszystko od wyboru właściwego pożywienia po styl życia Konrada. Jakby tego było mało pewnego dnia przyjeżdża Carmilla (dla całkowicie nie zorientowanych wydawca książek Konrada), która okazuje się być w ciąży z widem Panicza Szczęsnego. Carmilla oczywiście zostaje na zawsze, rodzi chłopca, któremu nadaje imię Niebożątko...
I tak sobie płynie ta książka. Nie jest może aż tak dobra jak "Dożywocie", ale czyta się ją równie przyjemnie. Polecam wszystkim fanom ałtorki (pisownia zamierzona) jak również tym, którzy jeszcze się nie spotkali z jej twórczością. Z tym, że na początek polecałbym jednak zabranie się za "Dożywocie". I na tym kończę mój dzisiejszy wywód o tej powieści. Do przeczytania.

poniedziałek, 19 września 2016

14 Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci tom 1"

Witam wszystkich serdecznie. Bardzo dawno nie było na blogu żadnej recenzji książki. Dziś postanowiłem to naprawić.
Książka o której chce dziś napisać czekała bardzo długo na swoją kolej. W końcu uznałem, że nie ma już co czekać. I trzeba się wziąć za to... I się nie zawiodłem
Akcja rozgrywa się w nieokreślonej przyszłości, w totalitarnym państwie Panem. Państwo było podzielone na Kapitol, pełniący rolę stolicy, oraz 13 otaczających go dystryktów, istniejących w celu zaspokajania potrzeb mieszkańców Kapitolu. 74 lata przed rozpoczęciem akcji książki dystrykty zbuntowały się przeciwko władzy i doprowadziły do wybuchu wojny domowej, nazywanej Mrocznymi Dniami. Władze krwawo stłumiły powstanie, a w celu zastraszenia obywateli oraz w celu zapobiegania podobnych zdarzeń w przyszłości, całkowicie zniszczono Trzynasty Dystrykt (najbardziej niebezpieczny, władający bronią atomową, choć ludność dystryktu zdołała przetrwać pod ziemią). Na pamiątkę tych wydarzeń co roku organizowane są Głodowe Igrzyska - krwawe zawody, na które każdy dystrykt ma obowiązek dostarczyć chłopaka i dziewczynę w wieku od 12 do 18 lat wyłonionych podczas tzw. dożynek. Uczestnicy, zwani trybutami, są zamykani na ogromnej arenie kontrolowanej przez Kapitol i zmuszani do walki na śmierć i życie. Nagrodą dla zwycięzcy jest luksusowy dom w Wiosce Zwycięzców i ogromna, jak na warunki dystryktu, pensja od państwa
Główną bohaterką powieści jest Katniss Everdeen, szesnastoletnia dziewczyna wywodząca się z najbiedniejszego i najbardziej dyskryminowanego Dwunastego Dystryktu. Kiedy jej młodsza siostra, Primrose, zostaje wylosowana do udziału w igrzyskach, Katniss zgłasza się na ochotnika i zajmuje jej miejsce. Drugim trybutem zostaje Peeta Mellark, syn piekarza, który kilka lat wcześniej uratował Katniss i jej rodzinę przed śmiercią głodową. Oboje zostają przewiezieni do Kapitolu i są przygotowywani do udziału w zawodach. W trakcie prezentacji umiejętności Peeta wyznaje, że jest zakochany w Katniss. Wspólnie z Haymitchem Abernathym - zwycięzcą jednej z poprzednich edycji igrzysk i mentorem trybutów z Dwunastego Dystryktu - postanawiają udawać zakochanych, by zapewnić sobie popularność i wsparcie sponsorów.
Dzień po prezentacji trybuci zostają przewiezieni na arenę. Igrzyska rozpoczynają się bitwą przy Rogu Obfitości - wielkiej konstrukcji, z której wysypują się przedmioty niezbędne do przetrwania. W walce ginie jedenastu z dwudziestu czterech trybutów. Katniss decyduje się na ucieczkę, jednak pożar wywołany przez organizatorów zmusza ją do zbliżenia się do ścigających. Dzięki pomocy Rue, dziewczyny z Jedenastego Dystryktu, Katniss zrzuca na grupę czyhających innych trybutów gniazdo gończych os - zmutowanych owadów, znacznie bardziej niebezpiecznych niż zwykłe osy.
Po pewnym czasie Katniss budzi się i odnajduje Rue, po czym proponuje jej zawarcie sojuszu. Wspólnie wysadzają w powietrze zapasy zgromadzone przez zawodowców, którzy przed tym zabili kolejną uczestniczkę. Rozwścieczony stratą Cato - trybut z Drugiego Dystryktu i nieformalny przywódca grupy - zabija chłopaka, który wcześniej wykorzystał miny do ochrony zapasów. Katniss wraca do Rue i odkrywa, że zaatakował ją chłopak z Pierwszego Dystryktu. Zabija go strzałem z łuku, jednak spóźnia się i Rue również ginie, przeszyta oszczepem. Tej nocy zostaje ogłoszona zmiana w zasadach igrzysk - jeśli ostatnia dwójka trybutów będzie pochodzić z tego samego dystryktu, oboje zwyciężą. Katniss postanawia to wykorzystać i znaleźć Peetę, który - według podsłuchanej rozmowy - został zaatakowany i ciężko raniony przez Cato.
Poszukiwania Peety kończą się sukcesem, jednak chłopak jest ciężko ranny. W dodatku Katniss odkrywa, że chłopak cierpi na posocznicę i jeśli szybko nie otrzyma leków, umrze. Ze względu na ciężki stan chłopaka, oboje ukrywają się w niewielkiej jaskini.
Czy Katniss i Peecie uda się pokonać najgroźniejszego rywala i wygrać Igrzyska? Co tak naprawdę łączy tą dwójkę? O tym wszystkim dowiecie się czytając pierwszy tom Igrzysk.
Książka jest napisana świetnym językiem. Czyta się ją bardzo dobrze. Polecam wszystkim, którzy lubią dobra literature science-fiction.

niedziela, 11 września 2016

O tym jak zostałem recenzentem telefonów...

http://www.mgsm.pl/pl/katalog/manta/msp4007/Manta-MSP4007.html Takie cudo kupilem dzisiaj... :)

Ja tam zadnych cudow wiankow od telefonow nie potrzebuje. Ale niestety... Tu sie zawiodlem i to bardzo. Mialem ochote rzucic tym czyms o sciane. Sorry, ale takiego czegos niestety nie bylem w stanie nijak zaakceptowac. Co mi sie nie podobalo
1. BRAK MOZLIWOSCI INSTALOWANIA JAKICHKOLWIEK APLIKACJI (wlaczajac to nawet fb lite czyli wersje fb, ktora zajmuje z 30 razy mniej miejsca a mozna robic praktycznie wszystko)
2. Baaaaaarrrrrdzoooo malo miejsca na aplikacje itd...
3. Ja sie nie znam, ale bateria moim zdaniem chyba za krotko trzyma.
A czy byly jakies plusy? Byl (moze troche naciagany, ale byl)
1. Miescil sie w kieszeni (co we wspolczesnych telefonach jest chyba rzadkoscia :P)
2. Zostałem recenzentem telefonów komórkowych. Choć nie znam się na tym w ogóle.

Powrót do recenzji książkowych wkrótce :-)

sobota, 14 maja 2016

13. Artur Andrus i Maria Czubaszek "Każdy szczyt ma swój Czubaszek"

Witam serdecznie
Ostatnio trochę zaniedbałem pisanie nie blogu. Co nie znaczy, że nie czytałem książek. Po prostu jakoś brakowało weny żeby cokolwiek tutaj napisać. Ale coś mnie dziś naszło więc spróbujmy chociaż.
Dziś mam dla Was książkę, którą przeczytałem w niecałe 24 godziny. A mianowicie wywiad Artura Andrusa ze śp (niestety) Panią Marią Czubaszek.
Pani Maria z tej książki jest naprawdę mądrą  i ciepłą kobietą. Obdarzoną niesamowitym dystansem do siebie i własnej twórczości. Której fragmenty również znajdziemy w tej książce. O np taki:

CUDOWNY WYNALAZEK
(„Na wyspach Hula-Gula” - rok 1980)

Chodził na czworakach wokół drzewa.
- Przepraszam - spytałem - zgubił pan coś?
- Nie.
- Myślałem, że pan czegoś szuka.
- Szukam, niestety. Długopisu.
- Skoro pan nie zgubił, to po co pan szuka?
- Żeby znaleźć. Jest mi akurat potrzebny. Wpadłem przed chwilą na pomysł, żeby napisać sobie jakąś książkę. Mam dzisiaj wolny wieczór, a nie mam nic do czytania. No więc chciałbym sobie coś napisać.
- A nie prościej kupić gotową książkę? Jest już parę napisanych.
- Ja wiem. Pamiętam ze szkoły. Ale wolę sam sobie napisać. Tak jak lubię. Mam już nawet tytuł! „Cichy Don Juan”.
- Albo „Cichy Don”, albo „Don Juan”.
- To już było. I dlatego wykombinowałem „Cichego Don Juana”. Dobre?!
- Powiem więcej. Takie sobie.
- Nie szkodzi. Książka też będzie taka sobie.
- A nie lepiej napisać dobrą?
- Dobrą to już napisałem, niestety.
- Gratuluję! A o czym była ta książka?
- No więc tego akurat nie wiem. Nie udało mi się jej przeczytać. Bo napisałem, jak się okazało, po francusku. A ponieważ nie znam osobiście francuskiego, nie mogłem jej przeczytać, niestety!
- Nie znając francuskiego, jakim sposobem napisał pan po francusku?
- Przez pomyłkę! Człowiek jest omylny, niestety. Na szczęście znam tłumacza, który obiecał przetłumaczyć moją książkę z francuskiego na szwedzki.
- A pan zna szwedzki?
- Osobiście - nie.
- Czyli i tak nie przeczyta pan swojej książki?
- Nie szkodzi. Bo muszę panu wyznać, że nie przepadam za literaturą skandynawską. Nie mam czego żałować! - powiedział i podniósł się z czworaków.

- Znalazł pan długopis?
- Nie. Ale przypomniałem sobie, że dzisiaj jest dobry film w telewizji. No więc nie muszę pisać książki. Obejrzę film.
Po raz nie wiem który przekonałem się, że telewizja to cudowny wynalazek.


 Takich rarytasów jak ten jest o wiele więcej, ale ten najbardziej przypadł mi do gustu.  Oprócz fragmentów prozy pojawiają się również rysunki autorstwa (podobno) męża Pani Marii czyli Wojciecha Karolaka.
Ogólnie polecam tą książkę każdemu. I to by było na tyle

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Krzysztof Daukszewicz na koncercie Charytatywnym w Częstochowie.

Witam serdecznie Wszystkich
W Sobotę (2 Kwietnia 2016 roku) wziąłem udział w koncercie charytatywnym Krzysztofa Daukszewicza w auli Akademii Jana Długosza w Częstochowie. Dochód z koncertu był przeznaczony na pomoc dla Osób z niepełnosprawnością umysłową
Całość rozpoczęła się krótkim, ale bardzo dobrym przedstawieniem pt: "O chłopcu, który w nosie miał prawdę" w wykonaniu osób z niepełnosprawnością umysłową.
Potem rozpoczął się występ gwiazdy wieczoru. Zaczęło się od Menelików (przepraszam za jakość i za efekty dźwiękowe w tle...). Potem nastąpiły między innymi: McDrive, Bardzo dramatyczna (nie drapieżna) meneli z Pragi (przepraszam za jakość i za efekty dźwiękowe w tle...), Ballada o dwóch piwach, Hańba, zdrada.

Po występie gwiazdy udało mi się zdobyć autograf
Ogólnie wieczór był bardzo udany.